Blog > Komentarze do wpisu

Babskim okiem na crossfit

Kątem oka patrzę na opis tego bloga... O tym co ważne, co poważne, bardziej lub mniej. Nie tylko kobiece. Chcę pisać  też o tym co mnie fascynuje, co mnie motywuje, jest dla mnie inspiracją. 

O rozpoczęciu swojego aktywnego stylu życia pisałam przy okazji poprzednich postów. Od kiedy zamieszkałam w Warszawie, szukałam pomysłu na siebie, dla siebie, żeby kogoś/coś poznać, rozwijać się. Padło na trampoliny. Na przemian z treningami w domu, raz czy dwa w tygodniu chodziłam wyskakać wszystko co miałam w sobie złe. Po pół roku uznałam, że potrzebuję czegoś nowego, czas na zmiany, nowe wyzwania.

Padło na crossfit.

Zrobiłam (teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie) "rozeznanie" o co w tym w ogóle chodzi, czy ktoś próbował, a jeżeli tak to z jakim efektem. Nie znalazłam nawet pół pozytywnej odpowiedzi. Wszyscy albo wymiotowali, albo poddawali się zanim jeszcze dobrze nie zaczęli. Byłam przerażona! Na szczęście nie sama. I z koleżanką, dumnie poszłyśmy stawić czoła nieznanemu.

Co mnie urzekło już na wstępie to fantastyczna integracja w grupie, wszyscy się znają, wspierają, żartują. Ćwiczenia od których zaczęliśmy normalnie robiłam już po konkretnej rozgrzewce. Zupełnie inny tryb, inny wysiłek, ale jaki satysfakcjonujący! Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że będę robiła przysiady z 6cio kilogramową piłką lekarską, to bym zapytała czy dobrze się czuje.

Z każdym kolejnym treningiem wcale nie było łatwiej. Drążek, sztanga, pompka, przysiad - powtórz! I nie ma podziału, kobieta nie ma łatwiej. Łatwiej ma tylko początkujący, chociaż sam początkujący niekoniecznie się z tym zgadza ;). Pod każdym względem jest totalne równouprawnienie. I utwierdzam się w przekonaniu, że kobieta to wcale nie słaba płeć. Od wszystkich, które do tej pory poznałam na treningach bije ogromna siła, determinacja. Dla mnie są niesamowitą motywacją i nie raz patrzę na nie z podziwem i przekonaniem, że niedługo też tak będę potrafiła.

Crossfit jest ciężki dla każdego, tego co zaczyna i tego co trenuje od kilku lat. Każdy sam stawia sobie poprzeczkę, każdy sam walczy i pokonuje swoje słabości, mając ogromne wsparcie i doping reszty grupy. Po sobotnim dźwiganiu sztangi z obciążeniem i ok. 30tu przysiadach z nią nad głową wiem, że niemożliwe staje się możliwe, jeżeli tylko damy sobie szansę. Po powrocie do domu przespałam kilka godzin, organizm nie ogarnął, a ja czułam każdy mięsień, który podczas tego wysiłku pracował. To niesamowite uczucie. Z taką determinacją o wiele łatwiej jest stawiać czoła wszelkim przeciwnościom. Znalazłam to co chcę robić, co ma mi pozwalać stawać się lepszą wersją samej siebie.

Ja wiem, że takie hasła jak sztanga, drążek, obciążenie itd. niektórych przyprawiają o gęsią skórkę i pukają się w głowę, że to absolutnie nie dla nich. Od razu widzisz przypakowanego gościa z siłowni. Muszę Cię rozczarować, ale ja po dwóch tygodniach nikogo takiego nie spotkałam. Crossfit jest ogólnorozwojowy. Pracujesz kompleksowo nad całą sylwetką. Rzeźbisz ją, ale nie napompowujesz się :) A przy tym Twoja psychika zmienia się o 180 stopni. Ja się zakochałam i znalazłam swój sposób na... Jeżeli Ty go ciągle szukasz - spróbuj. Może akurat okaże się, że to jest właśnie to czego szukałaś/eś.

Ja dzięki swojej nowej pasji wyjątkowo nie mogę się doczekać poniedziałku. Ściskam!    

 

niedziela, 12 marca 2017, fibithestrange

Polecane wpisy